Aktualności, Leszek Sikorowski, W telegraficznym skrócie

Tato w telegraficznym skrócie

Urodził się 17 lutego 1923 roku w Trzebini.


Jego dzieciństwo było dość burzliwe, bowiem spędzał czas na zmianę  ze swoją mamą – Eleonorą ze Słatyńskich


w Krakowie (tu przy budowie Kopca Piłsudskiego) i ojcem – Henrykiem Sikorowskim.


Na początku wojny uciekał razem z ojcem na wschód, jednak wrócili (agresja sowiecka) i w Skoczowie Dziadek Henryk został zadenuncjowany, aresztowany i wywieziony przez Sachsenhausen do obozu koncentracyjnego w Dachau, gdzie zginął  w październiku 1940 roku. Tato przebywał wtedy w Krakowie, pracował, uczył się.


Dwukrotnie trafił w ręce gestapo do więzienia Montelupich. Nigdy nie chciał o tych bolesnych chwilach mówić, wiem zatem niewiele i może lepiej, bo trudno sobie to wyobrazić, a co dopiero przeżyć. Na szczęście uratowany został przez zamożnego i wpływowego wuja Franka. Doświadczenia te nie zniechęciły go jednak do pracy podziemnej. W latach 80 – zapewne pod wpływem książki „W okupowanym Krakowie” – nawiązał kontakt najpierw z jej autorem – Stanisławem Dąbrową-Kostką, a później z członkami swej organizacji,  jednak nie zostawił wiele informacji na ten temat.

Po wojnie wrócił do Skoczowa, ale na krótko. Potem wyjechał do Gdyni, później mieszkał w Katowicach, pracował na różnych budowach jako technik budowlany, od 1957 jako inżynier budownictwa lądowego.


Trudno wymienić  teraz wszystkie adresy – więcej na ten temat znajdzie się w części „Tato – praca”.

Kiedy wrócił do Skoczowa, pochłonęło Go harcerstwo i… Skoczów – dwie największe pasje, którym oddawał cały swój wolny czas i wszystkie swoje siły – no, prawie 🙂

Prawie, bo w  Skoczowie poznał moją Mamę, Lenę  i



pobrali się – w  oryginalny sposób – będzie o tym mowa we wpisie „Ślub”. A potem urodziła się ich jedyna córka, czyli ja.





W tym roku skończyłby 87 lat. Niestety, odszedł już 22 lata temu –7 sierpnia 1988 roku – za sprawą, łagodnie mówiąc, zaniedbań lekarskich. Miał 65 lat i był wówczas pełen życia, pasji, inicjatyw. Był człowiekiem wszechstronnym i – teraz by się rzekło – nad wyraz „kreatywnym”.

Do dziś nie pogodziłam się z Jego nieobecnością.

Dodaj komentarz