Hobby, Leszek Sikorowski

Mały szkic na temat zainteresowań Taty

Najważniejszą pasją Taty było oczywiście harcerstwo, więc poświęcę mu osobny rozdział tej strony. Równie ważna dla Taty była historia, archeologia, a że swoje życie związał ze Skoczowem, zatem więcej na ten temat znajdzie się w części Skoczów, historia. W obu tych rozdziałach liczę na pomoc Przyjaciół Taty :). Trudno mi bowiem, to wszystko poukładać, jako że byłam wtedy zbyt smarkata lub zbyt „zielono” miałam w głowie, powiem używając eufemizmu.

Próbuję zebrać wszystko, co wiem na temat zainteresowań Taty,  zapiszę zatem na razie tylko w punktach, o czym powinnam tu opowiedzieć:

  • fotografia – temat rzeka,
  • lotnictwo (niestety, tylko teoretycznie),
  • żeglarstwo – kajakarstwo i „maczek”,
  • strzelectwo (także nasze domowe „wiatrówkowe”),
  • narciarstwo (z bólem wyrzuciłam stare kijki Taty podczas niedawnych porządków na strychu, ale gdzie im do tych obecnych!  No i jedynie Kasia troszkę interesuje się tematem),
  • literatura (także własna poezja) – o książkach w naszym domu już wkrótce coś napiszę,
  • sztuki plastyczne (linoryt, rzeźba, makiety – np. „piekiełka” czy choćby mój domek albo nasz zegar),
  • historia sztuki,
  • budownictwo i architektura – praca zawodowa nie była tylko koniecznością. Tak myślę, bo pamiętam, ile entuzjazmu i zaangażowania wkładał we wszelakie działania i bardzo kochał swoją deskę kreślarską.
  • No, jakżeż mogłabym zapomnieć o motoryzacji – motocykle i samochody! Mama nie mogła pojąć, jak można trzymać pod łóżkiem reflektor motocyklowy, tam zresztą były przechowywane także inne niesamowicie cenne przedmioty – np. nowiutka poziomica, komplet kluczy samochodowych – to świetnie pamiętam.
  • O muzyce już wcześniej wspomniałam, choć pominęłam wątek gitary – postaram się do niego wrócić.
  • Natura i ekologia (w tym potocznym rozumieniu) – kochał przyrodę, zieleń (no, właśnie – jego szczep „Obrońców zieleni” w SP 1!). Zwierzaki miauczące, szczekające, wszelakie (no może poza insektami – do komarów strzelał papierowymi kuleczkami z wiatrówki – i do rybek też jakoś nie miał cierpliwości – rozumiem, bo za uszkiem podrapać trudno:), ja wprawdzie je polubiłam, ale to już zupełnie inna opowieść) to kolejne koniki taty. Jakoś flora nie cieszyła się większym zainteresowaniem Taty – myślę tu o roślinności domowej i ogródkowej (ale za to Babcia Eleonora mnie nieźle wyedukowała:) ). Jedynie kaktusy i sukulenty miały względy u Taty (oczywiście, uprawą ich zajęliśmy się po uprzednim zaopatrzeniu w literaturę fachową – będzie o tym mowa we wpisie o książkach). Natomiast florę „nieokiełznaną” poznawaliśmy na spacerach, tam też rozpoznawaliśmy ptaszynę, tropy zwierząt i uczyliśmy się rozpoznawać kierunki, i … no, znów dużo by mówić. Zatem przechodzę do następnego tematu, czyli
  • filatelistyki, którą próbował mnie zarazić (niezbyt skutecznie – abonament już dawno wygasł, a klasery nieco się kurzą),
  • chemia – choć w oryginalnym zakresie – robiliśmy z Tatą niezłe wino deserowe z porzeczek uprawianych przez Babcię. Co to ma wspólnego z chemią? Korzystaliśmy ze świetnego poradnika „Chemia praktyczna dla wszystkich” – zaraz podam więcej informacji, bo mam ją do dziś – to praca zbior. wydana przez PWT w 1956, bardzo przydatna w ówczesnych latach, kiedy to właściwie  o wszystko było trudno. Można w niej znaleźć i przepis na atrament czy tusz, i recepturę na farby, kleje, kosmetyki, mydła… Nie, nie zdołam wymienić wszystkiego! Natomiast jeśli chodzi o chemię bardziej  „chemiczną” – w ósmej klasie podstawówki nagle mnie eksperymenty chemiczne  zainteresowały (pewno to znów sprawka Taty 🙂 ), więc natychmiast w naszym domu pojawiły się odpowiednie sprzęty – probówki, kolby, palnik  i odczynniki różnorakie (był taki fajny sklep w Białej – farmaceutyczno-chemiczno…). No i dlatego wybrałam w ogólniaku klasę o profilu biologiczno-chemicznym. Potem się okazało, że niekoniecznie trafnie… Ale wtedy zabawa była przednia.

Ufff! Tyle mi na na razie przyszło do głowy. Może jeszcze tylko wspomnę na koniec o chyba jedynej rozrywce naprawdę rozrywkowej, czyli o brydżu.

W wolnych chwilach spróbuję rozwinąć powyższe wątki i jeśli to będzie możliwe – zilustrować zdjęciami.

Zatem cdn.

Dodaj komentarz