Browse Category by Lena Sikorowska
Lena Sikorowska, Praca

Moja Mama w pracy

17 marca 2010

Wiele osób pamięta moją Mamę z tzw. „Wudetu”, czyli Wiejskiego Domu Towarowego (WDT) w Skoczowie  należącego do GS* , a także ze sklepu odzieżowego WPHW* („Dom Mody”? nie mogę sobie przypomnieć nazwy) na rogu Cieszyńskiej i Kościelnej.

Co było wcześniej? Ze starych legitymacji i rożnych dokumentów dowiedziałam się, że od 1946 roku Mama pracowała w Bielskich Zakładach Poligraficznych.

czytaj dalej…

Lena Sikorowska

Smutne walentynki

14 lutego 2010

14 lutego 1991, czyli 19 lat temu nagle odeszła Mama.
Pamiętam ten zimowy dzień. Rano Mama zeszła do mnie (mieszkałam na parterze), chciała porozmawiać,  zmartwiona moją rodzinną sytuacją. Ja jednak spieszyłam się do pracy. „Mamuś, jak wrócę, to porozmawiamy. Nie martw się”- powiedziałam i pojechałam do Simoradza. Wracałam koło 14. Wysiadając z samochodu, zobaczyłam kuzyna zmierzającego w moją stronę. „Twoja mama źle się poczuła” – powiedział…

Długo do mnie nie docierało, że już Jej nie zobaczę.

Było to w półtora roku po śmierci mojego Taty.  Mama także odeszła młodo i – wydawało się – w pełni sił. Skończyła właśnie 60 lat, przeszła na emeryturę i wreszcie zaczęła odpoczywać po naprawdę niełatwym życiu. Nie nacieszyła się spokojem, nie zrealizowała swoich marzeń.

Ale nadal jest obecna w moim życiu.

To ostatnie  zdjęcie Mamy -wykonane pół roku wcześniej w 7 urodziny Kasi – 15 sierpnia 1990.

Lena Sikorowska

Szafa i spadochrony

9 lutego 2010

No, tak.  Właściwie za każdym razem wybór odpowiedniego stroju bywa dla mnie problemem. A przecież moja szafa wcale nie jest pusta! I wtedy często przypominam sobie słowa mojej Mamy.

„Miałam jedną sukienkę. Prałam ją codziennie, rano prasowałam i biegłam do pracy” – wspominała Mama czasy swojej młodości. Aż trudno uwierzyć.

Może to właśnie ta sukienka? Choć pewno nie, bo to już czasy późniejsze (1958).

Nigdy bym też nie pomyślała, że spadochrony mogą mieć coś wspólnego z szafą. A jednak! Z opowiadań Mamy związanych z wojną wiem, że tkanina świetnie nadawała się na zwiewne sukienki. Zdaje się, że był to jedwab. Niestety, niezbyt uważnie słuchałam i nie wiem, jak Mama i jej zaradne siostry zdobywały ten materiał. Ważne jednak jest to, że w każdej sytuacji chciały wyglądać ładnie i żadna sytuacja nie była przeszkodą, by o tym pomyśleć 🙂

Podsumowując – już nie marudzę tak często, że nie mam się w co ubrać 🙂