Dopiero teraz się zorientowałam, że nie ma tu ani słowa o moich Najbliższych – adresatach tej strony! Co za niedopatrzenie!
Jak tylko Najbliżsi pozwolą – ochrona danych osobowych! – natychmiast uzupełnię 🙂
...i nie tylko ;-)
Dopiero teraz się zorientowałam, że nie ma tu ani słowa o moich Najbliższych – adresatach tej strony! Co za niedopatrzenie!
Jak tylko Najbliżsi pozwolą – ochrona danych osobowych! – natychmiast uzupełnię 🙂
Było to w lipcu 1956 roku. Dwie panny Ferfeckie zdecydowały się na zamążpójście. Stenia wybrała Józka Gańczarczyka, Lena – Leszka Sikorowskiego.
Według relacji Mamy w naszym małym miasteczku byłoby to zdaje się dość ekscytujące wydarzenie, więc postanowili wziąć ślub cicho i dyskretnie poza Skoczowem i na dodatek bez zbędnych wydatków, jakie by ich nie ominęły, gdyby zaślubiny odbyły się w Skoczowie. Nie cierpieli na nadmiar gotówki, nie mieli ochoty na kosztowne klasyczne weselisko, a poza tym zawsze mieli oryginalne pomysły.
Zapakowali swoje rzeczy, wsiedli… oczywiście – na motocykle
czytaj dalej…Dziadka Henryka, niestety, nie mogłam poznać, bo zginął w KL Dachau w 1940 roku. Wiem, że był BARDZO WAŻNY dla mojego Taty.
I dlatego w przyszłości poświecę Mu pewno czytaj dalej…
Bretek to pierwszy tak naprawdę mój pies.
Kupiliśmy go na wystawie psów rasowych w Bielsku, w sierpniu 1982 roku. Mój mąż właśnie został powołany do wojska i Bretek miał mi umilić samotność.
Bret z Grodu Juranda w Szczytnie miał wspaniały rodowód i… czytaj dalej…
Zawsze towarzyszyły mojej Rodzinie. Taty młodość udokumentowano zdjęciami.
Jest wśród nich wiele, na których pojawiają się różne czworonogi. Miauczenie, poszczekiwanie stanowiło normalność.
Wiosenne, ciepłe święta Wielkiejnocy były także ciepłe i rodzinne w naszym domu. Czyniło się wówczas większe niż zwykle porządki. Częściej warczała nasza stara pralka (AlbaCygnus? Na pewno nie Frania). Pachniało wiosną, było radośnie, złociście (forsycje, żonkile, frezje, tulipany…, a dla taty specjalnie hiacynty, choć nie złociste :)) i chciało się żyć (mimo że w naszym domu nie było zwyczaju zajączkowych prezentów 🙂 ). czytaj dalej…
W naszym domu zawsze było dużo książek. Tato je kochał i tę miłość bardzo skutecznie mi przekazał. Zaczęło się od czytania „na dobranoc”. Najlepiej chyba zapamiętałam „W pustyni i w puszczy” H. Sienkiewicza i „Księgę dżungli” R. Kiplinga. Na pewno były jednak także baśnie – które lubię do dziś.
czytaj dalej…
Najlepiej pamiętam i najdokładniej udokumentowana została ostatnia praca Taty (od 1969r) – w Zarządzie Inwestycji Dzielnicy Leczniczo-Wczasowej (później – w 1971 – zmieniono na „Leczniczo-Rehabilitacyjnej”) w Ustroniu-Zawodziu. Oprócz „normalnej” pracy budowlańca Tato przygotowywał także dokumentację fotograficzną całego przedsięwzięcia – stąd dużo różnych fotografii, które zamieszczam w galerii.
Tu tylko dwa zdjęcia –
Takiego Tatę i Jego pracę w Ustroniu pamiętam bardzo dobrze 🙂